Wiosenna złota godzina

Witajcie wszyscy po mojej dłuższej nieobecności. Czerwiec w pełni, a na blogu brakło relacji z pierwszych wiosennych miesięcy. Przygotowałam więc zestaw cieplutkich zdjęć z przełomu kwietnia i maja. Śpieszę też zameldować co tam słychać w moim buszu.

 

Wypadałoby zacząć od tego, że w tym roku czas pandemii zafundował nam dodatkowe godziny (i ręce) do pracy w ogrodzie. Pan Mąż z nudów zabrał się za ogrodową stolarkę i odnawianie krzesełek dla dzieci. Wyrysowaliśmy plany i szkice altany i nowej pergoli, która ma być wymurowana z cegieł. Poczytajmy to za plus tej całej sytuacji ;)

Z drugiej strony mamy ogród po zimie, której właściwie nie było i sporych przymrozkach, które atakowały nas do połowy maja. Co za tym idzie? Cóż, tona szkodników, ślimaków, uszkodzone pędy roślin, przemrożone owocówki i lilie. Nie ma też co liczyć na rekordowo szybki sezon różany. Ba, nie ma co liczyć na żadne rekordy. Irysy w pąkach, piwonie w większości w pąkach, u najwcześniejszych odmian róż zaledwie  pojedyncze kwiaty. Podobnie sparawy się mają w warzywniku. Pomidorki niby kwitną, ale nie chcą zawiązywać owoców. Papryki stanęły w miejscu i czekają na ocieplenie (które według prognoz ma pojawić się już w tym tygodniu.. zapowiadają nawet 27 stopni!)

Czytałam ostatnio, że miniony maj był najchłodniejszym od 29 lat. Teraz przynajmniej mamy wytłumaczenie dlaczego wszystko czeka na lepszą porę i ani myśli kwitnąć. Każdy znak na ziemi i na niebie wskazuje, że jeszcze będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość aby nacieszyć oczy prawdziwym czerwcowy szałem kwitnienia. Póki co "szałowe" są czosnki, które z roku na rok tworzą coraz pokaźniejsze kępy.

Czosnek ozdobny Mount Everest

Czosnek ozdobny Mount Everest

Allium Mount Everest

Skoro już jesteśmy przy narzekaniu ;) Ostatnie wizytacje w ogrodzie nie przyniosły optymistycznych nowin. Niektóre krzewy zaczyna dopadać plamistość, mszyce szaleją na potęgę, a o ślimakach (kolejny raz) łaskawie nie wspomnę. Jeśli spóźnialskie róże planują się rozkwitać w połowie czerwca to i będę szczęśliwa. Piwonie podobnie... Zazwyczaj w czerwcu kwitły jedynie ostatki, tym razem pusto. Ech.. Kwiaty wynagrodzą mi wszystko, niech tylko zaczną swój coroczny spektakl.

Niemniej jednak, ostatnie tygodnie okazały się bardzo pracowite. Udało się nam wreszcie ustawić drewnianie skrzynie na warzywa i metralową podporę na olbrzymią różę, która pochodzi jeszcze z ogrodu mojej babci i wciąż jest niewiadomą jeśli chodzi o odmianę.. Zorganizowałam też swoją pierwszą cienistą rabatę w kilkoma odmianami host, kokoryczek i paproci. Póki co patrząc na młodziutkie rośliny, wygląda to mało imponująco, ale jak tylko funkie podrosną, jak odmiana Big Daddy pokaże na co ją stać, jak Pióropuszniki Strusie osiągną swoje ponad metrowe wysokości.. Oj, będzie się działo :D  Ciekawe ile lat przyjdzie mi czekać na upragniony efekt leśnej gęstwiny...

Wietlica Samicza Frizelliae

 Mam wrażenie, że bardzo powolutku, ale dorosłam do tego, aby ogród prowadzony był w zgodzie z naturą. Kiedyś każdy najmniejszy listek z oznakami chorobowymi potrafił prześcigać mnie do sklepu ogrodniczego po oprysk ;) Nie muszę dodawać, że takich oprysków robiło się kilka na cały sezon. Około cztery lata temu zrezygnowałam całkowicie ze stosowania jakiejkolwiek chemii na rabatach. Obecnie weszliśmy w czwarty sezon całkowicie naturalnych nawozów - jedynie gnojówki, humus i granulowany obornik. Zauważyłam, że wbrew temu czego najbardziej się obawiałam, rośliny zamiast wypadać jedna po drugiej rozłożone na łopatki przez szkodniki i choroby, zaczynają nabywać swoistej odporności. Pierwszy rok był najgorszy. Każdy kolejny przynosił bardziej optymistyczne wyniki. Co prawda bruzdownicę muszę zbierać ręcznie (kiedyśwystarczył majowy oprysk :P ), a niektóre róże już w lipcu wypuszczają drugie liście (końcem czerwca stoją golutkie jak na przedwiośniu), ale i tak uważam, że warto dać  szansę naturze. Wiecie jak miło jest przejść między rabatami i wypatrywać pierwszych larw biedronek, które w czasach oprysków na mszyce w ogóle nie miałty prawa bytu na naszych krzewach? Skończył się też terror poopryskowy w stosunku do dzieci.. Wiadomo, że utrzymać dystans między rozbrykaną gromadką bawiącą się w chowanego, a rabatami, nad którymi rozpylono kilka litrów trucizny czy środka grzybobójczego nie należy da najłatwiejszych. Teraz, po cotygodniowym nawożeniu gnojówką z pokrzyw sami szukają dystansu :D Widok zmarszczonych nosów zaraz na przejściu w stronę trampoliny bezcenny! Polecam każdemu XD

 Kochani, na sam koniec zdjęcia.. Wiecie za co najbardziej lubię wiosnę? Za dłuższe popołudnia, i za złote godziny. Uwielbiał łapanie miękkiego światła w tą ostatnią godzinę przed zachodem słońca.

Przegląd słonecznych zdjęć ostatnich tygodni.

hiacynty

hiacynty

forget-me-not

puszkinia

Sasankom nie można się oprzeć. Wyglądają pięknie o każdej porze dnia, ale popołudniami.. zobaczcie sami..

sasanki, sasanka

Podobnie kwitnące owocówki...

kwiat nektaryny

kwiaty wiśni

kwitnące czereśnie

Niestety ilość kwitnących w tym roku tulipanów to była jakaś porażka. Praktycznie same liście. Widok smutnych oślich uszu zamiast morza kolorów potrafił zepsuć nawet najpiękniejszy wiosenny dzień. Rozmawiając ze znajomymi ogrodnikami okazało się, że to nie tylko przypadłość mojego ogrodu. Jak tak dalej pójdzie to będziemy traktować tulipany jak rośliny jednoroczne..

tulipany pełne

pełne tulipany

tulips

chaber górski

Nie zawiodły wczesne powojniki. W tym roku przycinałam je bardzo oszczędnie i odwdzięczyły się wyjątkową ilością kwiatów. Ulubieńcy ogrodnika: odmiana Guernsey Cream, kremowo seledynowa, prebarwiająca się w miarę przekwitania na biało. Odmiana Asao,  bardzo duże, różowe kwiaty. Odmiana Bałtyk, fioletowy z kontrastującymi ciemnymi pylnikami oraz dzielnie goniąca towarzystwo odmiana Kakio (nadal w pączkach)

Clematis Guernsey Cream

Clematis Guernsey Cream

Clematis Guernsey Cream

Clematis Guernsey Cream

Clematis Asao i Bałtyk

Clematis Asao i Bałtyk

Clematis Asao

Clematis Kakio

Na tym kończymy łapanie ostatnich promieni słońca...