Top 10 i kilka kiszek ;)

Nie, nie pomyliłam działów. Mimo kiszek w temacie, mowa będzie nie o jedzeniu, ale o ogrodnictwie, a dokładnie o podsumowaniu różanego sezonu. Praktycznie bezobsługowe krzewy oraz niechlubne kiszki.. czyli takie, które straciły sporo na swej świetności w ogrodzie, gdzie ogrodnik przesiaduje głównie na kocu z bobasem zamiast z sekatorem i opryskiem ;)


Na sam początek, słowem wstępu, pasuje nakreślić szerszą perspektywę tegoroczego ogrodnictwa. Siłą rzeczy było to  całkowicie naturalistyczne podejście zarówno do roślin jak i do szkodników. Co za tym idzie, sporo róż ucierpiało najpierw przez plagę mszyc, następnie gwóźdż do trumny podjęła się wbić jej wysokość Czarna Plamistość. Co prawda kupiłam środek i na mszyce i na choroby grzybowe, ale nigdy nie było dogodnej pory alby go użyć. Najpierw padający deszcz (co drugi dzień), później strach o biegające w ogrodzie dzieci (aż do zmierzchu), to znowu mnóstwo biedronkowych larw, których było mi najzwyczajniej szkoda ( a jak wiadomo te pasibrzuchy w czasie swojego rozwoju potrafią zjeść nawet do 3 tysięcy mszyc! Dorosła zaś siedmiokropka potrafi w ciągu dnia skonsumować do 240 sztuk mszyc)

Tak więc zostałam niezbyt szczęśliwym (niektóre róże wyglądały naprawdę nędznie) posiadaczem ekologicznych rabat zasilanych domowej roboty pokrzywową gnojówką oraz zakupionym wczesną wiosną granulowanym obornikiem. Uff.. sąsiedzi nie mieli ze mną łatwego życia w dni nawożenia :). Niestety z kolejnymi miesiącami nie było lepiej - susza. Zdarzały się tygodnie, podczas których nie spadła ani kropelka wody. Kursy z konewką były prawdziwą ostatecznością i na palcach u ręki można policzyć ile razy poratowałam różyce wodą.. Po pierwsze czas, po drugie brak sił pod koniec dnia, po trzecie ślimaki, które "skrzykiwały się" ze wszelkich zakamarków na hasło świeżo zmoczona ziemia, po czwarte brak chęci.

A jednak znalazło się kilka różanych krzewów, które wszelaki brak zabiegów pielęgnacyjnych przetrwały z podniesionymi listkami. Uczciwie byłoby przyznać, że lista jest dłuższa niż proponowane top 10. W szczęśliwej dziesiątce zabrakło równie wytrwałych jak Pastella, Pomponella, Cristata, Mme Plantier, Cornelia czy Comte de Chambord. Zabrakło im jednak tego "czegoś", i zaledwie otarły się o podium.

Oczywiście warto również zaznaczyć, że to, jak dana odmiana będzie się zachowywała zależy od tak wielu parametrów, że samo zliczanie zajęłoby sporo czasu. Moim zdaniem wybierając róże najlepiej sugerować się tym czy dane okazy wpasowują się w nasze gusta, a nie tym jak radzą sobie w zaprzyjaźnionym ogrodzie. Opinie są zawsze mile widziane i czasem pomagają podjąć ostateczną decyzję, ale bezgraniczne sugerowanie się jedynie opiniami czasem może się zemścić.. lub sprawić niesamowitą niespodziankę ;)

Przykład: mój Eden Rose to (od dwóch sezonów) obraz nędzy i rozpaczy, ale w ogrodzie gdzie panują inne warunki, jest inny rodzaj ziemi czy nawet lepsza ekspozycja tej rośliny na światło może być okazem, który powoduje samoczynny opad szczęki i konieczność zbierania jej z trawnika. Wiem o czym mówię. Zam takie ogrody.. Przecież coś jednak musiało mnie sprowokować do zakupienia tej róży :D

Kończąc ten przydługi wpis zapraszam na posezonowe zestawienie. Niestety próbując napisać chociaż kilka zdań o każdej z odmian dzisiejszy wpis rozrasta się do niemiłosiernych rozmiarów, a czytanie takiego potwora wymaga sporo chęci i czasu. Podobnie jest ze zdjęciami. Mam taki ogrom tegorocznych fot, że ciężko było wybrać tylko po jednej. Postanowiłam więc w kolejnych postach umieszczać krótką i bardzo subiektywną charakterystykę poszczególnych odmian z listy.

Już naprawdę nie przedłużam. Zapraszam. Przedstawiam top 10 różanych siłaczek (kolejność przypadkowa).


1. Constance Spry od Austina

Constance Spry

2. Lichfield Angel od Austina

Lichfield Angel

3. Jude de Obscure (Austin)

Jude de Obscure

4. Crocus Rose (Austin)

Crocus Rose

5. Ballerina (Bental)

Ballerina

6. Mary Ann (Tantau)

Mary Ann

7. Schone Maid (Tantau)

Schone Maid

8. Dieter Muller/ Soeur Emmanuelle (Delbard)

Dieter Muller (Soeur Emmanuelle)

9. Comtesse de Segur (Delbard)

Comtesse de Segur

10. Leonardo da Vinci (Meilland)

Leonardo da Vinci

 

Obiecałam kiszki..

Już na sam koniec wstawiam nieszczęścia. Nie dlatego, że przedstawione róże są jakieś paskudne czy totalnie nieudane. Pewnym jest, że odpowiednio pielęgnowane potrafiłyby zachwycić każdego. U mnie niestety były zdane na siebie i często bardzo surową matkę naturę ;) Efekty? Już w pierwszej połowie wakacji część z nich "świeciła" gołymi łodygami, lub uginała się pod ciężarem choroby grzybowej..

Mam mocne postanowienie poprawy - w przyszłym roku zatroszczę sie o nie. Już teraz zadbałam o podsypanie im nawozu jesiennego :)

Żeby nie zniechęcać i nie straszyć widokiem zmizerowanych krzaczków wybrałam zdjęcia z czerwca. Taak, te róże mogą być piękne jeśli o nie zadbać.

1. St Swithun

St Swithun

2. Munstead Wood

Munstead Wood

3. Cream Abudance

Cream Abudance

4. Charles Darwin

Charles Darwin

5. Kronprinsesse Mary (ta jest poza listą. Cały czas nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy ją lubię czy raczej nie przemawia do mojego gustu. Poza tym niby ładna w piękne dni, ale wystarczy jeden deszcz i za moment zamiast kwiatów mamy zlepione kule i mumie.. blee )

Kronprinsesse Mary

To by było na tyle :) Opisówka poszczególnych odmian z listy w kolejnych wpisach... jeśli śwat nie zwali mi się na głowę lub któreś z dzieci nie przywlecze paskudnego choróbska ;)

Ściskam :*