Styczniu... zaklinam... przemijaj :P

Podczas kolejnej i kolejnej zimy przychodzi taki moment, kiedy czuję, że każdy dzień wlecze się niemiłosiernie i właściwie wszystko mnie męczy i sprawia wrażenie zbyt ciężkiego do ogarnięcia. Codzienne obowiązki wykonuję z konieczności, zerkam za okno i ubóstwiane do niedawna płatki śniegu zaczynają nużyć. Zimowa monotonia. Skreślam kolejne dni w kalendarzu i nawet "domowa wypiekarnia" nie sprawia radości..

 

Ha, dobra nasza, że mamy zdjęcia i można w każdym momencie wracać do maja i.. kwitnących w tym czasie Orlików. A co! Koniec monochromatycznych zdjęć. Skoro moja władza na tym skrawku internetów jest niemal nieskończona to będę pisała o styczniowej chandrze i wstawiała zdjęcia z maja :D

aquilegia

A chandra w styczniu robi się zbyt wielka na jednego człowieka i niestety zaczyna się przenosić na pozostałych domowników. Drogą kropelkową czy przez kontakt wzrokowy, a może bezpośredni? Ciężko stwierdzić. Pewnym jest jednak, że styczeń równa się totalne przeciażenie organizmu. Zauważyłam, że po kilku dniach u mnie przełazi to jakoś na Pana Męża i objawia się bliżej nieokreśloną chęcią zrobienia czegoś, czegokolwiek, co wyrwie nas z codziennej rutyny. Powstają prawie nierealne projekty architektury ogrodowej i mocne postanowienia, że w tym roku wreszcie uda się wszystko zrealizować zgodnie z założeniem ;) Aaa to nawet całkiem niezły pomysł na kolejny wpis: plany i nadzieje na nadchodzący sezon. Czyli co chcemy zrobić w tym roku i dlaczego znowu się nie uda :P

aquilegia

Zastanawiałam się dlaczego akurat styczeń jest tak krytyczny w tym całym zimowaniu. Wyszło mi, że najzwyczajniej po całym świąteczym zamieszaniu, Sylwestrze i Nowym Roku spada częstotliwość spinania tyłka, nerwów, całego zamieszania żeby wszystko wypadło jak należy i  nie licząc zimowych ferii, po prostu zbyt mało się dzieje.. mamy za dużo czasu na nudę (a podobno narzekam, że na wszystko brakuje mi czasu).

aquilegia

Dla kogoś, kto nauczył się kochać wszystko co zielone jesień i zima to naprawdę ciężki okres. Tym bardziej, że straszny ze mnie zmarzluch i temperatury poniżej 20 stopni to już zimnica :D Listopad jeszcze jakoś utrzymuje mnie rozpędem minionego sezonu. Jeszcze czuję zapach słońca we włosach, opalenizna utrzymuje się na skórze, podziwiam kwitnące trawy, resztki wytrwałych w kwitnieniu róż. Sadzę kupione na wyprzedażach cebule, ogarniam rabaty przed zimą. Coś się dzieje. Grudzień zawsze rozbudza dziecięcą radość nadchodzącymi Świętami. Zajmuję swoje myśli planowaniem prezentów (kocham pakować upominki!), pierniczkowaniem, choinką, ozdobami, wypiekami, wigilijną kolacją i spotkaniami z bliskimi. Dzieje się dużo i szybko. A potem nagle koniec. Trzeba przetrwać do lutego i pierwszych wysiewów.

aquilegia

Znacie powiedzenie, że każda zima uczy nas pielęgnować piękno wiosny? Każdy mający chociażby kilka krokusów czy przebiśniegów doskonale rozumie o co mi chodzi. Kto zachwyciłby się takimi drobinkami gdyby kwitły np w lipcu. A tak, po zimowym deficycie kolorów, każdy maluszek cieszy. Moi sąsiedzi już chyba przywykli do obrazu, na którym praktycznie leżę z nosem w rabacie i próbuję uwiecznić pierwsze  przebudzone pszczoły :) Zdjęcia to jest to. Każdemu polecam. Nie musisz od razu zakładać konta na Instagramie czy zapisywać się  do forumowej społeczności.. Chociaż nie ukrywam, że kontakt z podobnie zakręconymi ludźmi zawsze podnosi na duchu i jest świetną formą wymiany opini czy pomysłów. - nawet poza zimowym okresem letargu. Myślę, że warto fotografować dla samego siebie. Uwieczniać swoje otoczenie, a potem delektować się ciepłymi obrazami w chłodne i pesymistyczne dni.

Aż w końcu nadejdzie ten dzień kiedy przydługawy styczeń minie.. i dopiero się zacznie.. wybieranie.. kupowanie.. zamawianie.. sianie.. wschody nowego życia..

aquilegia

Bohaterem niniejszego wpisu jest roślina potocznie zwana Orlikiem. Aquilegia, bo taka jest nazwa właściwa, to bylina, którą naprawdę warto zaprosić do ogrodu i dać jej czas oraz możliwość swobodnego "wędrowania" po rabatach. Wystarczy po przekwitnieniu uzbroić się w cierpliwość i nie obcinać nasienników. Pozwolić im spokojnie dojrzeć i rozsiać się po okolicy. Nasiona orlików są naprawdę maleńkie (przypominają trochę nasiona maku),  co za tym idzie siewki również nie należą do okazałych. Przez pierwszy rok nie osiągną spektakularnych rozmiarów, dlatego warto uważać na nie podczas plewienia. W drugim roku po wysianiu pokazują zwykle pierwsze kwiaty. Możecie mi wierzyć lub nie, ale dzieki temu, ze orliki nie przekazują swoim siewkom cech matecznej rośliny możemy wzbogacić się o naprawdę niespotykane krzyżówki -prawdziwe rarytasy. Jeśli natomiast chcemy uzyskaż dokładnie taki sam kolor nie pozostaje nic innego jak próbować podzielić istniejącą karpę. Osobiście nigdy nie dzielę istniejących odmian. Niespotykane w żadnych szkółkach kształty i kolory moich aquilegii są najlepszym dowodem na to, że warto eksperymentować i zaufać naturze.

aquilegia

Zapomniałam dodać. Orliki najlepiej rosną w półcieniu.. podobno. U mnie wysiewają się zarówno między sporymi krzewami róż jak i na tzw patelni, gdzie słońce operuje od wczesnych godzin rannych po późne ppołudnie. Radzą sobie doskonale i każdego roku są gęstsze i kwitną równie okazale jak osobniki rosnące w półcieniu. 

Zapraszam na maj :)

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia

aquilegia