Jesień w ogrodzie

Koniec października to dobry moment żeby małymi kroczkami zająć się uporządkowywaniem ogrodu przed zimą. Staram się nie zostawiać tego na czas kiedy zaczyna się ta bardziej uciążliwa - deszczowa - część jesieni. Poza tym teraz jest dobry moment aby pogodzić się z usychaniem i ulotnością tego co żywe. Przcież za kilka dni 1 listopada..

 

Mimo, że mój ogród jest niewielki to zawsze koniec sezonu i prace z nim związane dzielę na etapy i rozkładam je czasie. Jesień to naprawdę bardzo pracowity okres. Wycinanie tego co już nie wygląda zachęcającą, zgrabywanie usniętych liści, sadzenie nowych krzewów, przesadzanie starych i oczywiście wszelkie cebulowe i ostatnie w sezonie nawożenie. Mimo wszystko czasem mam wrażenie, że coś co mogłabym zrobić w ciągu góra dwóch dni celowo rozwlekam na dobry tydzień. To chyba forma przyswojenia sobie tego, że już wkrótce ogród będę podziwiała jedynie zza szyby, skąpany w deszczu i szarościach lub otulony śnieżnym puchem. Pod tym względem niecierpię jesieni i zimy.. 

Poganiana terminarzem udało mi się zangażować Pana Męża  do opieki nad oseskiem. Ciepły polar, rękawiczki, zabłąkane, jeszcze nie wsadzone cebulki krokusów i do dzieła. W tym roku wszystko mam na wariackich paierach. Niestety z maleństwem w domu plus trójką w wieku szkolno-przedszkolnym czas przecieka przez palce i przychodzi potrzeba aby rozgraniczać sprawy na te bardziej i mniej ważne. Ogród cierpi, ale zadania domowe i obowiązki szkolne poczekać nie mogą. Dopiero kiedy wyschnięte cebulki błagały już o litość ja zaczęłam błagać o czas dla ogrodu :P Póki mam jeszcze możliwość suchą stopą stanąć w rabatach. Muszę przyznać, że wyczucie mam wprost genialne, bo wsadzałam wszystko dwa dni temu, a dzisiaj od samego rana pada niemiłosiernie.

Jak co roku nie mogło obyć się bez jesiennego nawożenia. Specjalistą od nawozów nie jestem dlatego od kilku lat zdaję się na gotowe, specjalnie przygotowane mieszanki nawozów mineralnych wieloskładnikowych opatrzone adnotacją "do jesiennego nawożenia". Może kiedyś zdobędę się na przygotowanie własnej mieszanki.. póki co brak odpowiedniej wiedzy i chyba trochę wygodnictwo przekonuje mnie do gotowców. Wiem tyle, że w składzie powinna być odpowiednia dawka potasu, fosforu i magnezu, natomiast ograniczona ilość lub brak azotu, który motywuje rośliny do wzrostu i tworzenia nowych przyrostów i liści. Tego ostatniego nie chcemy. Świeże, delikatne pączki na różach to ostatnie czego pragniemy przed nadchodzącym mrozem. Ostatnie w sezonie nawożenie ma wesprzeć roślinę w zimowaniu, zwiekszyć jej mrozoodporność podczas spowolnionej wegetacji i dać przysłowiowego kopniaka do startu na wiosnę. Teraz czekam tylko na przymrozki.

Na sam koniec zostaje jeszcze kopcowanie i okrywanie róż. Z tym zaczekam jednak do grudnia. Przyjęłam taką zasadę, że kopcuję dopiero wtedy gdy temp przez kilka dni utrzymuje sie ponizej -6C, a okrywam gdy zapowiadają przymrozki rzędu minus nastu stopni. 

 

Rozplenica