Pokochajmy trawy

 

Od kilku lat tworzę swój przydomowy ogród według opracowanego wcześniej założenia. W planach były wyniesione rabaty pełne kwiatów zapewniających kolorowy, zmieniający się wciąż spektakl od wczesnej wiosny aż po samą jesień.. O ile wiosna wyszła wręcz bajkowo, tak końcówka sezonu pozostawiała wciąż wiele do życzenia..

 

 Nie od razu jednak Rzym zbudowano. Podobno nie ma czegoś takiego jak ukończony ogród. W myśl tej zasady na sam początek przeanalizowałam dostępne rośliny, które mogłyby zdobić ogród jesienią. Na czele oczywiście stanęły wszelkie odmiany Hortensji, Derenie ze swoimi kolorowymi gałązkami oraz wszelkiego rodzaju trawy. Problem w tym, że mój szumnie nazwany ogród to póki co zagospodarowane około 200m2. Jak tu wcisnąć wielkie krzaczyska i nie przytłoczyć tego co już rośnie i na dodatek, w niektórych przypadkach ma całkowicie inne wymagania glebowe.. Powiem tylko, że ostatecznie jakoś udało się posadzić kilka sztuk Hortensji, ale to już całkiem inny temat ;)  

Dwa lata temu znajomi z Forum Ogrodniczego podsunęli mi wspaniały pomysł posadzenia choćby jednej trawy ozdobnej - tak na próbę. Z trawami jest o tyle dobrze, że dosyć późno startują - czasem trzeba na nie czekać nawet do połowy maja - a więc nie przeszkadzają w kwitnieniu wszelkim wiosennym cebulowym. Dodatkowym plusem jest to, że żadne mrozy im nie straszne. Nawet w środku zimy, zasuszone potrafią zdobić rabaty.

Na pierwszy strzał poszły więc Miskanty. Od życzliwej ogrodniczki dostałam dwie karpy trawy w dwóch odmianach Beauty Queen i wychodowaną przez nią z nasion "nn". Posadziłam i z pewną dozą sceptycyzmu oczekiwałam obiecywanego wielkiego uczucia, które miało się we mnie obudzić po zakwitnięciu roślin. Pierwszy rok, muszę przyznać, nie przyniósł fajerwerków, ot kilka miotełek Niemniej jednak tawy stanowiły całkiem fajny wypełniacz, a przy wietrznej pogodzie przyjemnie szumiały i nadawały lekkości całemu założeniu. Był w tym potencjał, więc wiosną posadziłam dodatkowo Pennisetum Hameln i Pennisetum Magic.

 W tym roku, mimo wciąż skromnych kęp mogę śmiało powiedzieć, że odżałowanie kilku miejsc na trawy było strzałem w dziesiątkę. Prześwitujące przez miskanty promienie słoneczne to istny teatr światła i cienia, a wyrastające z kęp rozplenicy "szczotki do butelek" stanowią prawdziwą gratkę dla dzieciaków. 

O czym należy pamiętać sadząc trawy.

Po pierwsze rośliny te najlepiej rosną na słonecznym, suchym, ale nie przesuszonym stanowisku w dobrze zdrenowanej i rozluźnionej ziemi. U mnie niestety mam bardzo gliniaste podłoże, tak więc mieszałam ziemię z grubszym piaskiem. Ważne żeby wybrać miejsce gdzie nie ma zastojów wodnych np po długotrwałych opadach, czy po gwałtownych roztopach. Jeśli posadzimy trawę w miejscu gdzie utrzymuje się woda możemy być praktycznie pewni, że roślina najzwyczajniej zgnije.

Po drugie, przeznaczamy dla odmiany dość sporo miejsca i nie wierzmy tak do końca opisom na etykietach ;) . Posadzona przeze mnie Rozplenica Magic miała w opisie maksymalną szerokość 90 cm. Już w drugim roku wraz z pokładającymi się kwiatostanmi przekroczyła 1m, a przecież to zaledwie maluszek przy rozbudowanych kilkuletnich okazach. Po trzecie należy uzbroić się w cierpliwość. I to nie tylko jeśli chodzi o wiosenne przycinanie - tniemy dopiero końcówką marca (stare zasuszone liście ochraniają młode źdźbła przed mrozem), ale również jeśli chodzi o uzyskanie końcowego efektu naszego nasadzenia. Dopiero kilkuletki okaz w pełni zaprezentuje  swój wygląd.. potrzeba czasu aby nasze wątłe piórka zamieniły się w trawy, które możemy obejrzeć u wujka google ;) 

 

Miskant

 miskant nn

Miskant

 pennisetum

Pennisetum