Tłusty Czwartku! Przybywaj!! ;P

Znacie tego mema, którego treść głosi, że w lutym bardziej niż walentynki kręci mnie Tłusty Czwartek??  Zaczynam się utwierdzać, że to o mnie :)

 

Pamiętam czasy kiedy przed Tłustym uczono w szkole jakże ambitnej pioseneczki "w Tłusty Czwartek pączki jemy, w Tłusty Czwartek tyjemy. Brązowe kulki należy jeść!"  Autor zaszalał w powiewie natchnienia :D Kiedyś ta radosna twórczość mnie irytowała, teraz mam ubaw ślęcząc przy kuchence, patrząc na rumieniące się brązowe kulki i śpiewając ją pod nosem (ku wielkiemu rozbawieniu Pana Męża)

Oczywiście nie obędzie się bez domowego smażenia. Mimo, że ceny marketowych pączków są z roku na rok coraz niższe to moi domownicy upierają się przy stwierdzeniu, że nie ma to jak te robione przez mamę. Nie wiem czy to satysfakcja z mojej krwawicy, czy wpojone przekonanie, że to co zrobisz sam jest lepsze i zdrowsze.. No tak.. zdrowsze.. Odnoszę wrażenie, że w tym przypadku ilość  kalorii pozostaje niezmiennie wysoka bez względu na to czy pączka kupisz czy zrobisz sam ;)  Tak więc wczoraj udało mi się dorwać ostatnią na półce marmoladę różaną co oznacza, że nie tylko ja zaczynam przygotowania do smażenia pączuchów. A skoro przygotowania to zacząć trzeba od dobrego, sprawdzonego przepisu. Przyznam się, że nie mam porównania, bo od lat robię tylko z tego. Dostałam go od mojej mamy, a skoro zawsze się sprawdzał to nie eksperymentowałam z innymi. Wyszedł za pierwszym razem, jest banalnie prosty i nie ma problemu z rosnącym ciastem, bo ciasto wyrasta.. w lodówce :0

Pączki

1/2 margaryny

5 jaj

10 dkg drożdży

6 łyżek cukru

2 szkl. mleka

1 kg mąki pszennej

W ciepłym mleku rozpuścić drożdże i cukier. W osobnym rondelku roztopić margarynę. Przestudzoną dodać do mleka. Do całości wbić całe jaja, wymieszać. Dodać mąkę i dokładnie wymieszać. Ciasto po wyrobieniu wstawić do lodówki na około 1 godz. Po wyciągnięciu rozwałkować na grubość ok 1 cm jeśli chcemy smażyć od razu z marmoladą, lub grubsze jeśli smażymy same krążki, a potem szprycujemy. Ja jestem z tych co to wszystko chcą na już, więc smażę z marmoladą. Tak więc na połowie rozwałkowanego ciasta rozkładam sobie punktowo marmoladę (warto wcześniej delikatnie poznaczyć szklanką miejsca gdzie będą nasze pączki), przykrywam drugą połową rozwałkowanego ciasta i wycinam szklanką pączuchy. Gotowe pozostawiam chwilę do wyrośnięcia (ok 15 min), następnie smażę do zbrązowienia w dobrze nagrzanym oleju.. chociaż podobno oryginalnie powinno się smażyć na smalcu.. Na sam koniec pozostaje jeszcze decyzja czym je wykończymy. U mnie najszybciej znikają te z czekoladą i migdałami, chociaż moim zdaniem nie ma to jak klasyka z cukrem pudrem :*

Zajadamy i nie liczymy kalorii. Paczki w tym dniu idą w biust :P