Szturmem po dynie!

Przebrania, peruki, akcesoria, nietoperze, szkielety, sztuczna krew, czarownice, zombie, duchy, słodycze i na koniec wystawa dyniowych lampionów w przedszkolu :( Czyli oswajanie dzieci z halloween nawet bez wiedzy rodziców.  

 

Jak co roku, w okolicach listopada, robi się głośno zarówno wśród zwolenników jak i przeciwników tego "święta". Parentingowe fora aż huczą, a fb okazuje się kopalnią wiedzy na temat naszych patronów ;) Jedni traktują Halloween jak niewinną zabawę inni utożsamiają z satanizmem i wstępem do okultyzmu. Przypuszczam, że jeśli ktoś poświęcił chociaż kilkanaście minut na filmiki traktujące o korzeniach Halloween i nadal uważa, że to tylko cukierki lub psikusy, to żaden wpis i przekonywanie, że istnieje cienka granica między tym co nazywamy zabawą a realnym duchowym zniewoleniem, już nie będzie miało sensu.

Pomijając więc oczywiste oczywistosci napiszę co mnie boli. A boli to, że na siłę, próbuje się zrobić z Halloween wydarzenie sezonu. W jednym z komentarzy na internetach przeczytałam nawet, że osoba, która jawnie nie zgodziła się posłać swoich dzieci na bal przebierańców odbiera swoim pociechom możliwość świetnej jesiennej zabawy. Przecież za oknem jest tak szaro, ponuro i smutno, że dzieci powinny się od tego trochę oderwać i zaszaleć. Podobno mamy już tradycję halołinową - taką naszą, polską, swojską, więc i nazywajmy po polsku. Podobno my, rodzice jesteśmy już starzy, ale dzieci to czują, chcą być tego częścią.. Serio? Jesienna zabawa to już nie spacer po lesie czy parku pełnym kolorowych liści, to nie zbieranie kasztanów i żołędzi i robienie z nich ludzików. Teraz od połowy października mamy wtłaczane, że trzeba kupić przebranie, zaopatrzyć się w dynie, a na halołinową zabawę przygotować odpowiednie menu - im bardziej obrzydliwie wyglądające tym lepiej. Ma być brzydkie, bo brzydkie znaczy dobre... gdyby jeszcze, u co wrażliwszych, powodowało odruch wymiotny.. szczyt marzeń i radości Pani Domu :P

Dlaczego ktoś próbuje mi wmówić, że przbieranie własnych pociech za gnijące zwłoki, potępione dusze i inne straszydła jest częścią jakiejś tradycji? Jaka to tradycja i czyja? Z pewnością nie moja i mojej rodziny. U mnie tradycją był wyjazd na cmentarz lub pofatygowanie się na groby, których nie odwiedzało się zbyt często w ciągu roku. Zapalenie zniczy, modlitwa, spotkanie się z rodziną i wspominanie tych, których już z nami nie ma. To jest tradycja, którą chcę przekazać swoim dzieciom. Tak, żeby w dorosłym życiu pamiętały o ogarnięciu miejsca spoczynku zmarłych dziadków czy rodziców, a nie odhaczały z listy wybór najdorodniejszej dyni i nietoperzych skrzydeł.

Dlaczego tak niewiele dzieci zabiera się na pogrzeby, na cmentarze?? Bo smutne? Bo dziecko nie musi o tym wiedzieć, widzieć, słyszeć? Myślę, że pierwszy listopada to idealny moment żeby dać dziecku możliwość pobyć smutnym w ten dobry, oczyszczający sposób. Może wciąż ma w sobie nieprzerobiony żal po stracie kogoś bliskiego. Ukochanej babci, dziadka. Moje dzieciaki straciły dziadka kilka lat temu, a nadal, podczas rozmów, wraca temat śmierci i tego jak dotkliwie odczuwają stratę kogoś kogo kochały.. Dzień Wszystkich Świętych to doskonały czas do rozmowy. Niestety ciężko to zrobić w ferworze zakupów, zabawy, wśród rozpraszających nas potworów wyskakujących z trumien.

Może zamiast wysyłania dziecka na "zbiórkę słodyczy" czy poświęcania czasu na zrobienie dyniowego lampionu warto poważnie porozmawiać o tym co nas czeka po śmierci, o przemijaniu w ogóle, o tym, że trzeba szanować każdy dzień, bo nigdy nie możemy być pewni, że to nie nasz ostatni.. I wreszcie o tym, że nie z wszystkiego można robić sobie żarty, a całe życie nie może upływać na ciąglej zabawie.. Wierzcie lub nie, dzieci o tym myślą. Nie zawsze same z siebie o tym powiedzą, ale myślą o tzw. sprawach ostatecznych..

I owszem kupuję  jesienią dynię, bo dynia, moi mili, to najlepsza jest w zupie. Szczególnie taka skropiona oliwą, upieczona z papryczką cayenne, czosnkiem i świeżym tymiankiem, a potem zblendowana na krem.. Pyszka :*

Nie ma dyniowych zdjęć.. modelka została zaproszona na obiad ;)